Po co mi Kościół?

Po co mi kościół, pyta wielu z nas. Wierzę w Boga, ale do kościoła chodzić nie czuję potrzeby. Tam tylko ci pedofile, obłuda, nieżyciowe zakazy. Pomodlę się w sercu, Boga znajdę na pięknym górskim szlaku, nikogo nie zabiłem, więc spowiadać się nie muszę. Inni mają większe grzechy, niech oni się spowiadają. Ksiądz nie ma dzieci, co mnie będzie pouczać, jak je wychowywać. Wiara to moja prywatna sprawa. I tak dalej.
Gdy mówią to rodzice i to głośno, cóż się dziwić, że młodym przez myśl nie przejdzie, że… to nie jest prawdziwy Kościół. Że Pan Jezus nie ustanowił swojego Kościoła, którego przecież według św. Pawła jest głową, jako opresyjnej instytucji, ale jako zgromadzenie żywych ludzi, którzy wspólnie, już tu na ziemi, mają zaprowadzać Królestwo Boże! To dopiero jest challange*, nie uważacie?

Punkt 752. Katechizmu Kościoła Katolickiego uczy: W języku chrześcijańskim pojęcie „Kościół” oznacza zgromadzenie liturgiczne, a także wspólnotę lokalną i całą powszechną wspólnotę wierzących. Te trzy znaczenia są zresztą nierozłączne. „Kościół” jest ludem, który Bóg gromadzi na całym świecie.
No tak, tylko jak z nielubianym sąsiadem, upierdliwą ciotką, wkurzającym kolegą z pracy albo broń Boże krzywdzącym mężem lub podejrzanym o tuszowanie pedofilii hierarchą kościelnym poczuć taką wspólnotę, żeby być dumnym z tego, że jest się razem częścią Ludu Bożego, częścią Kościoła? Jak zmienić swoje myślenie z instytucjonalnego na osobowe? Jak zaakceptować słabość poszczególnych członków, nie tracąc wiary w siłę całego organizmu?

Na pomoc trzeba wzywać Chrystusa, Jego Ducha Wspomożyciela, którego dał w dzień Pięćdziesiątnicy swoim uczniom zgromadzonym w sali na piętrze, gdzie się zbierali w oczekiwaniu na spełnienie obietnicy (Dz 1, 13-14 i 2, 1-4). Po dokonanym tam zesłaniu Ducha Świętego zalękniony, zbrukany trzykrotnym zaparciem się Jezusa, zrezygnowany po Jego śmierci apostoł Piotr, zwykły rybak bez żadnego wykształcenia, wychodzi z zamkniętej izby i do mieszkańców Jerozolimy i tysięcy przyjezdnych z różnych krańców ziemi odpala mowę ewangelizacyjną, jakiej świat nie słyszał. Mówi o Jezusie z Nazaretu, który był człowiekiem, którego Bóg uwierzytelnił poprzez cuda i niezwykłe znaki, jakich przez Niego dokonywał, który został wydany, ukrzyżowany i zabity. Którego Bóg wskrzesił i uwolnił od więzów śmierci, nie było bowiem możliwe, aby ona panowała nad Nim. Którego Bóg wywyższył i dał Mu przyobiecanego Ducha Świętego, a On nam Go zesłał (Dz 2, 14-36).

I tu dochodzimy do sedna: Ducha Świętego Pan Jezus udziela nam poprzez Kościół, w sakramentach Chrztu i Bierzmowania. A w sakramencie sakramentów, czyli Eucharystii, udziela nam samego Siebie.
Kościół długo był dla mnie jedynie instytucją. Nudną, niezrozumiałą, grzmiącą zakazami, straszącą grzechami. Ale to nie był problem Kościoła, tylko mojego postrzegania.  Odkąd dostrzegłam w kościele Chrystusa, mogłabym z niego nie wychodzić. W Internecie natknęłam się kiedyś na jedną z wielu krążących tam „złotych myśli”, która bardzo mi się spodobała: „Jeśli odchodzisz z Kościoła z powodu ludzi, to nigdy nie byłeś w nim z powodu Chrystusa”.
W Kościele znajduję siebie, swoją ludzką godność, szlachetne pochodzenie (od samego Boga), związaną z tym siłę do stawiania czoła różnym trudnym sytuacjom, sens życia, które przecież, mimo naszych najszczerszych chęci i pragnień, nie jest pasmem powodzeń i sukcesów. Dzięki Kościołowi widzę, że nie jest największą wartością żyć dla chwilowej przyjemności, chociaż celebruję małe, „zwyczajne” szczęścia. W Kościele odkrywam, że nie chodzi o życie chwilą, tylko o życie wiecznie. W Kościele mam dary, które mi w tej drodze ku wieczności pomagają – sakramenty święte. Mam spisane w Piśmie Świętym dzieje Objawienia, historię Zbawienia, mądrość Ojców Kościoła i ufność Ludu Bożego. Mam Boga na wyciągnięcie myśli w tabernakulum. Mam Ciało Pańskie na wyciągnięcie ręki w Komunii świętej. Mam więcej niż potrafię pojąć i właściwie wykorzystać. Muszę Ci przyznać Panie Boże, że masz gest.

I jeszcze jedna myśl, zainspirowana przez jezuitę, ojca Remigiusza Recława, którego poranne internetowe zoomy ustawiają mnie często duchowo na cały dzień: jeśli będziemy szukać Boga jedynie na własną rękę, bez pomocy Kościoła, a przede wszystkim bez korzystania z daru Eucharystii, może nam się zdarzyć to, co dwóm uczniom z Ewangelii św. Łukasza. Idąc, a właściwie uciekając z Jerozolimy do Emaus, spotkali w drodze zmartwychwstałego Jezusa, ale Go nie poznali. On objaśniał im, zaczynając od Mojżesza, przez wszystkich proroków, co odnosiło się do Niego we wszystkich Pismach (Łk 24, 13-35). Ta droga do Emaus i objaśnianie Słowa Bożego to symbol trudu wzrastania w wierze. Człowiek otrzymuje od Boga dar wiary, ale sam też musi go rozwijać. Kiedy ci uczniowie rozpoznali Jezusa? Pod wieczór, gdy zatrzymali się we wsi, do której zdążali i zasiedli do wspólnego posiłku. Gdy Pan Jezus pomodlił się nad chlebem, połamał go i im podawał. Z czymś Wam się to kojarzy?

Ksiądz profesor Józef Tischner, w rozmowach z Jackiem Żakowskim wydrukowanych w książce „Tischner czyta katechizm” (naprawdę przystępnej, biorąc pod uwagę, że to wywiad z filozofem) zauważa: W Eucharystii widać naocznie, że Bóg w historię wchodzi poprzez ludzi. Boga nie będzie między nami w historii, jeśli to my Go nie zaprosimy. Eucharystia jest właśnie tą rzeczywistością, poprzez którą „stwarzając” Boga między nami, w pewnym sensie Go tu zapraszamy. I kończy myśl stwierdzeniem, że w pewnym sensie, gdy nie będzie dwóch ludzi, którzy chcą uczestniczyć w Eucharystii, nie będzie też Boga. A życie bez Boga jest życiem bez sensu. Znam z autopsji.

W czasie pandemii, w czasie pozamykanych kościołów, maseczek zasłaniających usta, którymi chcielibyśmy się do kogoś uśmiechnąć, imiennych wejściówek na Msze święte, automatycznych dozowników wody święconej, zakazu podawania sobie rąk na znak pokoju i wielu innych ograniczeń dziękujemy Ci, Panie Boże, za Twój Kościół. Za nasz Kościół, który wspólnie, my niedoskonali, z Tobą, doskonałą Miłością, tworzymy.

Mirosława Rduch

* challange – z ang. wyzwanie, częste zjawisko w mediach społecznościowych

Loading