Czwartek, 21 Wrzesień 2017

ŚWIADECTWA O BOŻYM MIŁOSIERDZIU.

ŚWIADECTWA O BOŻYM MIŁOSIERDZIU.

Szturm do nieba

Mam 34 lata, męża i siedmioletnią córeczkę. Pracuję jako nauczycielka w szkole podstawowej. Chcę złożyć świadectwo, że Bóg jest wszechmogący i bardzo łaskawy. Lekarze, którzy oglądali moje karty wypisowe ze szpitala, kręcili głowami ze zdumienia, z ich ust padały słowa: „To nieprawdopodobne, że pani żyje” „Pani powinna nie żyć!” itp...

Choroba pojawiła się nagle. Nic nie zapowiadało takiego ciężkiego stanu. Byłam w czwartym miesiącu ciąży. Czułam się bardzo dobrze, pracowałam i wykonywałam wszystkie swoje obowiązki. Badania wykazywały, że wszystko jest w porządku.

Była środa, gdy pojawiły się bóle brzucha. Zgłosiłam się do lekarza. Zrobił USG przepisał leki i uspokajał, że wszystko jest dobrze. Po przyjęciu leków ból minął i wydawało się, że naprawdę jest lepiej. W czwartek w nocy temperatura skoczyła do ponad 40 stopni, dostałam drgawek, pojawiły się torsje i ból brzucha. Przyjechało pogotowie. Dostałam zastrzyk na obniżenie temperatury i polecenie, by zgłosić się do lekarza rodzinnego. Lekarz w przychodni uspokajał, że to tylko jakiś wirus. W sobotę znalazłam się w szpitalu. Nastąpiło poronienie, a mój stan zdrowia stale się pogarszał. Z objawami wstrząsu septycznego przewieziono mnie na oddział intensywnej terapii. Stwierdzono ogólne zakażenie organizmu, ostrą niewydolność nerek i dysfunkcję wątroby. Serce było powiększone, a w płucach gromadziła się woda. Do tego dołączył zespół wykrzepiania wewnątrznaczyniowego DIC. Każda z tych chorób oddzielnie mogła spowodować śmierć, a wszystkie razem?... Stan był beznadziejny i lekarze wcale tego nie ukrywali.

Byłam nieprzytomna, różne maszyny i leki wymuszały pracę organizmu. Dla mojej rodziny były to straszne chwile. Byli przerażeni i zdesperowani. Zdawali sobie sprawę z tego, że tylko Bóg jest w stanie pomóc. Rozdzwoniły się telefony z prośbą o modlitwę w mojej intencji. Modliła się rodzina, znajomi, nauczyciele i dzieci ze szkoły, w której pracuję, ich rodziny, kapłani, zakonnicy i siostry zakonne, parafie, wspólnoty. Wiem, że ta modlitwa zjednoczyła wiele osób. Na kolana klękali także ci, którzy od wielu lat tego nie robili. Ofiarowywano Msze św., posty, jałmużnę i dobre uczynki.

Taki szturm do nieba nie mógł pozostać bez odpowiedzi. Trafne diagnozy lekarzy, właściwe decyzje i brak komplikacji były prawdziwym cudem. Po wizycie księdza, który udzielił mi sakramentu chorych, podjęły pracę nerki. 13 maja, w dniu Matki Bożej Fatimskiej, zakażenie się zatrzymało...

Jeszcze przez wiele dni walczono o moje życie. Po miesiącu opuściłam szpital. Wkrótce okazało się, że czeka mnie kolejna operacja. Długotrwałe podłączenie do respiratora pozostawiło ślad. Na strunie głosowej pojawił się polip. To można usunąć tylko operacyjnie — twierdzili lekarze. Jednak mój stan zdrowia nie pozwalał na kolejną operację. Miałam nadzieję, że Pan Jezus dokończy swoje dzieło i także tym razem pomoże. Nie pomyliłam się — po trzech miesiącach od diagnozy polip tak się zmniejszył, że operacja nie była już konieczna.

Dzisiaj mija pół roku od mojej choroby. Czuję się dobrze i wracam do dawnej formy. Wiem, że ta choroba przyniosła wiele bólu, szczególnie moim najbliższym. Z drugiej strony pokazała, szczególnie tym, którzy nie wierzą, jak skuteczna może być modlitwa. Jeszcze raz chcę gorąco podziękować Bogu za łaskę zdrowia i miłosierdzie, jakie okazał mnie i mojej rodzinie. Dziękuję dobrym ludziom za modlitwę i ofiary w mojej intencji; życzę im, aby na swojej drodze też spotkali takich wspaniałych ludzi. Dziękuję również lekarzom, którzy nie szczędzili wysiłków, aby mnie ratować.

Lucyna

„Cuda Siostry Faustyny” - Rafael